- Shirley! - krzyknął Junior, jakby nagle dokonał odkrycia, że to ziemia kręci się wokół słońca. -Nie bełtaj! - mruknął z niedowierzaniem Kargul, ale Franciszek Przyklęk potwierdził odkrycie Juniora: numer 22 to Shirley! Nie ma wątpliwości! - A to koczerbicha jedna! - nie wiadomo, czy Kargul rzekł to z naganą czy uznaniem, ale Kaźmierz nie miał wątpliwości, jak ocenić wyczyny Shirley: - Moja krew! - Widząc, że na plecy Shirley rzuca się druga zawodniczka i okłada ją po głowie pięściami, sam grzmotnął pięścią w stolik z laki, aż złamała się jedna jego nóżka - Nie daj się! Shirley jakby słysząc ten doping, zrzuciła z pleców jedną przeciwniczkę, drugą .

- Zdenerwowałabyś się tylko, moja droga. - Ciotka poklepała ją po ręce. - I tak masz ostatnio dość kłopotów. - Ale skąd ty się o tym dowiedziałaś?. Przez całą naszą pozostałą kulturę musi ją także przeniknąć.. Zaciągnął się niedopałkiem papierosa i wypuścił wielki kłąb dymu. Dym, gęsty i ciemny, zasłonił go, kotłował się chwilę, aż przybrał postać najzwyklejszego w świecie zlewozmywaka, przytwierdzonego do ściany. Obejrzałam zlewozmywak dokładnie, przykucnęłam i odkręciłam syfon pod spodem. Wyleciało nieco brudnej wody i nic więcej. Znajdowałam się w mieszkaniu nieboszczyka Tadeusza Stolarka. W kuchni poza zlewozmywakiem nie było nic interesującego, przeszłam więc do łazienki. Odkręciłam syfon pod umywalnią. Nic, jeżeli nie liczyć jednej małej spinki od mankietu. Położyłam spinkę na pralce, zajrzałam przy okazji do wnętrza pralki, obejrzałam dokładnie wannę. Wanna była obmurowana i wyłożona glazurą. Nic, żadnej skrytki. Wlazłam na wannę i zajrzałam do rezerwuaru. Również nic. Zamyśliłam się, stojąc na środku łazienki. Żona Tadeusza była niewątpliwie idealną gospodynią, bo wszystko lśniło czystością. Zachęcona tą czystością zaczęłam oglądać miskę klozetową, bez przekonania usiłując pokręcić wszystkim, cokolwiek wystawało. Z góry wiedziałam, że jeżeli to urządzenie ma prawidłowo działać, to nic tam nie powinno się ruszać. Ale miska klozetowa też musi mieć syfon... Tak, tylko że tędy przepływa woda... Zajrzałam od tyłu, ujęłam klapkę, przykręconą poniżej wlotu rury wodociągowej i o dziwo! Klapka ruszyła się! Zdziwiło mnie to niesłychanie. Jak to, przecież to powinno być wbite na mur! Pokręciłam klapką dalej, aż cała wyszła z gwintu, pomacałam troche i wyczułam pod palcami okrągłe metalowe pudełko. Jako żywo niczego takiego nie umieszcza się w żadnym przewodzie! Przejęta do nieprzytomności z trudem wyciągnęłam pudełko, w którym niegdyś było kakao, i stwierdziłam, że za pudełkiem był uszczelniający pakunek. Tak, to była skrytka Tadeusza! I w tym samym momencie zamarłam, siedząc w kucki pod miską klozetową, bo nagle dobiegł mnie dźwięk, który zmroził mi krew w żyłach! Ktoś grzebał kluczem w zamku... -Sama nie wiedząc kiedy, wbiłam z powrotem pudełko do skrytki, wepchnęłam dekielek i wyprysnęłam z łazienki. Byłam sama w pustym mieszkaniu nieboszczyka Tadeusza, pora, sądząc po słońcu, była przedpołudniowa, żona w pracy, dziecko w szkole, Tadeusz w kostnicy, a drzwi usiłował otworzyć morderca, który przyszedł po dowody swojej zbrodni... Co do tego, że to morderca, nie miałam najmniejszych wątpliwości. Co najdziwniejsze, mniej interesowała mnie możliwość postradania życia w tych dramatycznych okolicznościach, niż nadzieja przekonania się wreszcie, kto to jest! Półprzytomna z wrażenia, od stóp do głów przepełniona ciekawością, schowałam się w przedpokoju pod niską ławą, zasłoniętą jakąś dekoracyjną szmatą, na skutek ciasnoty przyjąwszy pozycję bardzo niekorzystną, a mianowicie tyłem do drzwi wejściowych, a przodem do łazienki. Morderca wszedł i nie zadając sobie trudu szukania gdziekolwiek indziej udał się wprost do owej miski klozetowej. Drzwi od łazienki zostawił otwarte i wyraźnie widziałam, jak przykucnął w tej samej pozycji co ja przed chwilą, jak wyciągnął owo pudełko... Jeszcze chwila, a wyprostuje się i odwróci... - Joanna!!! - wrzasnęło mi coś przeraźliwie nad uchem. Skoczyłam na równe nogi. Wrażenie było okropne! Przez długą chwilę nie mogłam oprzytomnieć wpatrując się wybałuszonymi oczami w stojącą obok Alicję. Alicja zdziwiła się nieco: - Co ci się stało? Czego mi się przyglądasz, tak się ostatnio zmieniłam? Nie idziesz do domu? - Na litość boską - powiedziałam, ochłonąwszy z pierwszego szoku. - Jak mogłaś!... - A co? - zaciekawiła się Alicja. - Robiłaś coś ważnego? Wydawało mi się, że nic nie robisz. - Odkrywałam mordercę. Jeszcze sekunda, a już bym wiedziała, kto to jest. Krzyknęłaś dokładnie w chwili, kiedy miał się odwrócić do mnie przodem! - Krzyczałam przedtem kilkakrotnie, tyle że nieco ciszej, zaczęłam się już obawiać, że ogłuchłaś. A przedtem był odwrócony tyłem? - Nawet, można powiedzieć, wypięty... W tej pozycji nie sposób poznać. - Okazywał ci lekceważenie? - spytała Alicja z zainteresowaniem.. Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd.. Chocby czesciowej odpowiedzialnosci od Rodzica. Musi go wiec.

Kategorie

Dodane

Losowe:

Najlepsze: